babelblogs

hosted by cafebabel.com

WideAngle - Dubaj

Dubaj, najgoretsze miasto na Bliskim Wschodzie. Zycie w panstwie islamskim. Arabska Kultura. Polityka w regionie. Europa widziana z oddali. Obserwacje Polki mieszkajacej w miescie na pustyni.

To content | To menu | To search

16

01

2008

Powodzie w Dubaju

Wybierając się do Dubaju miałam nadzieje, że przez rok nie dane mi będzie zobaczyć ani jednej chmurki. Co tu dopiero mówić o prawdziwej powodzi! Przez kilka dni padało (właściwie w Europie taki deszcz nie spowodowałby żadnych problemów - ot, jesienna słota. A w Dubaju, padający cztery dni dość silny deszcz doprowadził do: - kompletnego zalania większości ulic i parkingów w niektórych dzielnicach - 500 wypadków samochodowych, tylko w jeden dzień obfitych opadów - zamknięcia szkól na dwa dni - gigantycznych korków*

  • O ile ogólnie korki w Dubaju są gigantyczne, to to, co działo się na ulicach wczoraj jest po prostu nie do opisania! Samochody, niczym amfibie, powoli przemieszczające się ulicami-rzekami. Zablokowane tunele. W niektórych krytycznych punktach komunikacyjnych Dubaju przejazd 1 kilometra zajął ponad 2 godziny.

Oto zdjęcia z dzielnic Dubaju najbardziej dotkniętych zalaniem (są to dzielnice graniczące z Emiratem Sharjah):

Parasolka

Też bym chciała mieć taką czerwoną parasolkę...

ulica

Skrzyżowanie dwóch rzek

arafatka

Trzeba sobie radzić, zakasać galabiję...

nad morzem

Prawie jak na plaży

slupek

Małe jeziorko

dalsze proby

Próby wypompowania wody

statek

Samotny statek na oceanie

ulice czy rzeki samochody czy amfibie

Ulica czy rzeka, samochody czy amfibie?

pelerynki

Panowie wyposażeni w pelerynki

Rower

Na rowerze też jednak można

Na szczęście dziś przestało padać!

23

09

2007

Burj-uazja: z życia dubajskich wyższych sfer

Dubaj jest jedynym miejscem na świecie, w którym znajduje się siedmiogwiazdkowy hotel. I w którym mieszkają ludzie, których na niego stać. Podczas gdy gdziekoliwiek indziej „nie wszystko złoto co się świeci“, w luksusowej Royal Suite w hotelu Burj Al-Arab, tym właśnie najbardziej eleganckim hotelu świata – wszystko co się świeci jest rzeczywiście złote. Przepych i elegancja jest nie mniejsza w eksluzywnych klubach Dubaju. Chociaż od czasu i czasu nawet i burj-uazja stara wtopić się w tłum… Pozwólcie, że opowiem wam o wydarzeniach ostatnich kilku dni – poczynając od wizyty w hotelu Burj, przez noc w lokalu Club 400, kończąc na rozmowie z całkowicie nieznaną mi dziewczyną.

Ten Burj

Burj zdecydowanie byl warty zainwestowanych weń 650 milionów dolarów. Zapiera dech w piersiach – pól jacht, pół siedziba w stylu science fiction – olbrzymia latarnia wznosząca się nad turkusowym morzem. Nie skrzy co prawda w słońcu, jak jest to zawsze ukazane na pocztówkach i zdjęciach w katalogach turystycznych – jest otoczony pomarańczowawą mgiełką piasku przynoszonego wiatrem z Arabii Saudyjskiej.

Wchodząc do przestronnego lobby jest się lekko zawiedzionym. Aż chciałoby się zaśpiewać sobie pod nosem tekst piosenki Aqua’y pt. „Barbie Girl“: „Made of plastic – It’s fantastic“. Rzecz jasna z lekką nutą ironi – na pierwszy rzut oka zbyt kolorowy wystrój wnętrza wcale nie jest aż taki znowu fantastyczny. Ale gdy wysiądzie się w koncu z windy na 15 piętrze i spojrzy w dół efekt jest na prawdę imponujący: perfekcyjnie dobrane kolory tworzą idealną mozaikę:

The Burj

Miałam niesłychany zaszczyt odwiedzić również najdroższy pokój, lub raczej kompleks pokojowy, Royal Suite (nie jest ona udostępniana turystom, ale na szczęście mam wielu przjaciół i przyjaciół moich przyjaciół). To, że rezydencja nie jest częścią normalnego zwiedzania hotelu nie jest zresztą zaskakujące, ten pokój o powierzchni 780m2 jest zarezerwowany przez większość roku. Członkowie saudyjskiej rodziny królewskiej i biznesmeni i książęta z regionu lekką ręką wydają 25,000 petrodolarów by otaczać się luksusem nawet w podróży. Obracające się łóżko po męskiej stronie rezydencji (w zależności od tego, czy chcemy oglądać telewizję, czy widok przez okno), wanna wielkości Jacuzzi czy olbrzymie lustro, wygodnie usytuowane ponad damskim łóżkiem, to tylko kilka powodów, dla których warto zastanowić się nad rezerwacją.

The Bed

The Royal Bathtub

Mirror over the lady's bed...

Burj-uazja idzie się bawić: Club 400

Opisany przez magazyn „Time Out“ (publikację, która wyjaśnia „Co? Gdzie? Jak? i Kiedy?“ w Dubaju) jako „super ekskluzywne miejsce spędzania czasu dla bogatych i sławnych, którzy przychodzą tam ‚pokazać się‘“, Club 400 jest rzeczywiście jednym z najładniejszych klubów, które kiedykolwiek odwiedziłam. Mój ‚lokalny‘ znajomy wziął mnie tutaj pewnego czwartkowego wieczora. Nie musiałam nawet czekać w kolejce dla VIPów – po prostu przeszłam przez bramki. Jak widać są jeszcze super-VIPy, czyli ludzie, którzy są jeszcze ważniejsi niż „bardzo ważne osoby“ ;-)

Doskonale spędziliśmy czas, a szampan lał się strumieniami – dosłownie: chłopcy postanowili zabawic sie w śmingusa-dyngusa pięciolitrową butelką. Najciekawsze w klubie było to, że wszystkie butelki przynoszone do stołów VIP zjawialy sie na sali, gdy ucichła głośna klubowa muzyka, a z głośników unosiły się fanfary. Może się to wydawać niesamowitą głupotą i niesłychaną pochwałą materializmu, ale – naprawdę czujesz się jak ktos wyjątkowy.

Muzyka - dobry, radosny mix najnowszych hitów house i RnB, bardzo przypomina tą graną w Europejskich klubach. Europejczycy (jak również zresztą i Amerykanie) mogliby jednak przyjąć niektóre zasady lokalnej etykiety.

Zasada numer 1: Szanowne panie, w jeansach nie można. Wygląda się w nich w dubajskich klubach tanio i nieelegancko. Proponuję raczej sukienki z firmy Gucci lub Armani. Lub podobne ;-)

Zasada numer 2: Nie ma tańca przypominającego seks na parkiecie ani obcałowywania się po kątach. Od razu przyjemniej się imprezuje, gdy nie trzeba w każdej chwili oglądać się za siebie w strachu, że ktoś się do ciebie z tyłu „przyklei“.

Zasada numer 3: Kobiety nie płacą, mężczyźni owszem. Ktokolwiek powiedział mi, że Dubaj jest drogim miastem, musiał mieć na myśli, że „Dubaj jest miastem drogim dla mężczyzn“. W tej konkretnej sytuacji byłam z bardzo hojnymi i gościnnymi znajomymi, ale ogólnie rzecz biorąc Dubaj jest miastem bardzo przyjaznym klubowiczkom. Za wejście do klubów kobiety nie muszą płacić, a w większości miejsc mogą nawet pić za darmo przez całą noc. I nie mówię tu o kieliszkach darmowej taniej wódki – chodzi mi o pełen wybór eleganckich koktaili. Raj na ziemi.

Serdecznie dziękuję mojemu przemiłemu gospodarzowi, koledze mojej koleżanki za to, że pokazał mi to miejsce i odwiózł mnie do domu wyprodukowanym na specjalne zamówienie czarnym eleganckim SUVem z silnikiem samochodu wyścigowego Dodge Viper (nazywanego również ‚latającym vanem‘). Było przemiło. Świetnie się bawiłam. Zasmakowałam arabskiej gościności, a impreza ta oficjalnie przywitała mnie w Stolicy Arabskiego Życia Nocnego.

Dyskretna arystokracja

Fanscynujących ludzi można, jak się okazuje, poznać również w kolejce na festiwal piwa w barze Irish Village. Usłyszawszy, że stojąca obok mnie dziewczyna płynnie rozmawia z kims po francusku przez telefon, rozpoczęłam z nią rozmowę, która już wkrótce okazała się nad wyraz interesująca. Dziewczyna mieszkała bowiem kilka lat temu w Arabii Saudyjskiej, gdzie jej mama udzielała lekcji angielskiego kobietom należącym do saudyjskiej rodziny królewskiej. Fascynujące. Ale nawet bardziej interesujące jest to, że po chwili rozmowy na temat luksusowego stylu życia dubajskich elit zagadnęla do mnie: „Przede mną widzisz grupę ludzi, to moi znajomi. Jeden z nich jest członkiem jednej z pięciu najbardziej wpływowych rodzin w Emiratach. Nie lubi on luksusów tak typowych dla stulu życia jego otoczenia. I jest jednym z dwudziestki potomków – nie czuje się przez to nikim wyjątkowym“.

To stwierdzenie skłoniło mnie do głębszego zastanowienia nad tym, co osobiście sądzę o Dubaju. Dubaj jest uważany za miasto pozbawione duszy. Ale nie wydaje mi się on jednak miastem zupełnie bezdusznym, pomimo tego, że jest plastikowy, szklany i złoty. Owszem, ma duszę, skrupulatnie ukrytą pod warstwą sztucznego uśmiechu, makijażu i eleganckich ubrań, której –jak dobra aktorka udzielająca publicznego wywiadu– Dubaj nie lubi pokazywać byle komu.

23

08

2007

Miasto Zakazów

Zanim przyjechałam do Dubaju wiedziałam o tym, że zabroniony jest tu seks przed i pozamałżeński, francuskie pocałunki w miejscach publicznych, jak również picie alkoholu bez specjalnego pozwolenia. Wiedziałam o tym, i zaakceptowałam te zakazy jako część kultury państwa islamskiego, w którym miałam mieszkać przez rok. Przyjechawszy do tego najbardziej liberalnego z emiratów okazało się jednak, że te zakazy obowiązują jedynie w teorii, zaś w praktyce wcale nie. Dubaj jest z punktu widzenia (nie)moralności miejscem bardzo liberalnym. Jako państwo muzułmańskie, Emiraty nie mogą otwarcie głosić takich teorii, bo muszą zachować swą "kulturową integralność".

Po tygodniowym pobycie w Dubaju dowiedziałam się jednak o innych zakazach. O zakazach, które obowiązują tak w teorii, jak i w praktyce. Wymienię dwa, które szczególnie mnie dotknęły: (1) Skype, (2) Flickr. YouTube, mimo wszystko, jest wciąż dostępny (i w teorii, i w praktyce).

Skype. Podstawowy element gwarantujący przetrwanie międzynarodowym pielgrzymom. Środek komukacji rozdzielonych rodzin, których nie stać na drogie międzynarodowe rozmowy telefoniczne. Jeśli kiedykoliwiek mieszkaliście zagranicą wiecie, czym jest "Skype". To dostęp do najbliższych, to komfort, to miłość. 80% ludności Dubaju to ludzie, którzy mieszkali kiedyś za granicami Emiratów - ludność napływowa. Zakaz, który wszedł w życie w zeszłym roku, objął wszystkie formy internetowej komunikacji (tzn. VoIP). Nie będziesz używał komputera swego by dzwonić do telefonów na całym świecie. Będziesz za to korzystał z monopolu Twego, Etisalat, i będziesz mu płacić zbójeckie stawki. Jeśli, chcąc zmniejszyć ból spowodowany utrudnioną komunikacją z najbliższymi, spróbujesz obejrzeć ich zdjęcia na stronie Flickr, doznasz kolejnego zawodu, I ta strona jest zablokowana. Tak głosi prawo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Dlaczego nowoczesne, liberalne ekonomicznie (a taką ma sławę) państwo o kwitnącej gospodarce zdecydowało się na tak drakońskie zakazy? Jeśli chodzi o Flickr, odpowiedź jest prostsza. Chodzi o to, że na Flickr można umieszczać i oglądaćzdjęcia, które mogą uchodzić za pornografię (choć sama osobiście nigdy takowych nie dostrzegłam). Emiraty, jako państwo muzułmańskie, muszą chwronić sumienia i oczy swych obywateli, a wiec co z tego wynika - odciąć dostęp do takiej diabelskiej usługi. I bęc - strona zablokowana. Ma miejsce jednak gorąca debata co do powodów, dla których zablokowano Skype. Wersje są dwie: polityczna i ekonomiczna.

Wersja polityczna: rząd Zjednoczonych Emiratów Arabskich lubi wiedzieć, o czym sobie rozmawiają przez telefon obywatele, a monitoring rozmów prowadzonych drogą internetową jest praktycznie niemożliwy. Wersja ekonomiczna: traci na tym państwowy monopol telekomunikacyjny Etisalat. Ale nie jest to sytuacja, w której trzeba wybrać albo jedną, albo drugą wersję. Prawdziwy powód zablokowania Skypa wynika najprawdopodobniej z połączenia tych dwóch powodów.

Chciałabym przedstawić osobisty przykład tego, jakie są efekty tych zakazów. Jestem niesłychanie smutna. Nie mogę rozmawiać z przyjaciółmi i rodziną. Właściwie nie mogę kontynuować swojej pracy jako dziennikarka, bo nie będę w stanie przeprowadzać wywiadów z osobami w Polsce i Europie. Jestem głeboko zawiedziona, bo nie spodziewałam się, że Dubaj jest miejscem, gdzie wprowadzone zostaną takie zakazy. Jestem również w stanie niedowierzania, bo myślałam, że w przyjaznym biznesowi, nowoczesnym i liberalnym miejscu ekonomiczne konsekwencje i straty finansowe dla innych lokalnych firm będą rozpoznane i zrozumiane.

Tak czy inaczej.... Jestem cierpliwa. Wykazuje się zrozumieniem. Staram się spojrzeć na świat wokół mnie bez używania zachodniego pryzmatu, z którego korzystałam do tej pory. Zaakceptować różnice kulturowe. Ale wierzcie mi, że gdy różnice kulturowe bodą w samo moje serce, to nie jest to łatwe...

17

08

2007

Dubaj welcome-to

Do Dubaju zajechalam o 2 w nocy. Ale nie owial mnie oczekiwany wieczorny chlodek - temperatura obnizyla sie tylko do 40*C. W poludnie jest jeszcze cieplej - okolo 46*C. Wrazenie wyjscia z apartamentowca mniej wiecej takie, jakby ktos przystawil mi do twarzy dmuchajaca goracym powietrzem suszarke. Mieszkam chyba w dzielnicy Al Rashidiya, chociaz nie jestem tego do konca pewna. Radio w kafejce internetowej gra przeboje orientalnego popu, a klawiatura na komputerze ma arabskie znaczki. Niestety nie ma wielbladow ;-)

Ktokolwiek powiedzial mi, ze Dubaj jest nowoczesnym, liberalnym miastem przypominajacym zachodnioeuropejskie stolice chyba mnie podstepnie oklamal... Wiekszosc kobiet, ktore do tej pory widzialam nosi na glowach chusty, a niektore nawet czarne burki, ktore zakrywaja przed obserwatorami wszystko oprocz przenikliwie ogladajacych cie ciemnych oczu. Dubaj przypomina raczej egipskie kurorty jak Sharm-el-Sheikh czy Hurgade niz budowany na zachodnia mode Bejrut.

Tak czy inaczej ludzie sa przesympatyczni. Niezwykle wylewni sasiedzi juz wytlumaczyli mi gdzie w naszej dzielnicy jest apteka, gdzie supermarket i jak trafic na basen ulokowany na dachu naszego trzypiertrowego apartamentowca.

Najwiekszym przezyciem dzisiejszego dnia byla wizyta w supermarkecie. Nigdy nie myslalam, ze wchodzac do supermarketu nie bede w stanie rozpoznac ani jednego produktu. Jakies dziwne fasolki, ryz, przyprawy, slodycze, suszone owoce i marki, ktorych nigdy wczesniej nie widzialam. Wiekszosc z nich opisana po arabsku, wiec na razie moge tylko zgadywac, jakie maja zastosowanie. Na szczescie w koncu znalazlam Nutelle. Z czekolada przez zycie!